Horyzont

A przyrodnik to powinien pracować za darmo

2021-02-06 / Autor: RomualsM

Wpis zainspirowały historie i osoby działające w 'moim’ Parku  oraz emocjonalnie reagujące na krótki wpis na facebooku. Był on jasno wyrażoną wątpliwością na temat jednego, żalącego się postu (tu niedosłownie):

„…gdybyśmy dostali 2x więcej kasy to zrobilibyśmy inwentaryzację 2x lepiej…”

Tytuł jest oczywiście prowokacją. Od kiedy dostajemy godziwe wynagrodzenie za pracę terenową czy kameralną, możemy nie tylko z tego żyć i cieszyć się z obcowania z naturą. Skutkiem tego jest lepsze rozpoznanie krajowych zasobów przyrodniczych, co widać dobrze w wielu współczesnych opracowaniach. Dzięki temu też dostajemy do rąk argumenty za ochroną obszarów, o które co chwilę upominają się deweloperzy budujący osiedla, gospodarze lasów dbający o ich estetykę, czy melioranci na froncie prostowania rzek. Absurdalna byłaby dyskusja nad tym, czy należy się wynagrodzenie za rzetelną pracę. Podobnie jak to, czy do przetargów może startować każdy, kto spełnia wymogi i ma potencjał. Byłoby najlepiej i bez zbędnych ceregieli, gdyby można było wskazać kompetentnego i sprawdzonego wykonawcę, jeśli taki akurat jest pod ręką. A potem już tylko wymagać od niego świetnych wyników. Niestety za chwilę nie opędzilibyśmy się od korupcyjnych afer. Jeśli wykonawca staje do przetargu i proponuje pewną sumę – rozumiem, że tak wykalkulował koszty, iż nie tylko jest w stanie sprostać wytycznym i zrobi to dobrze, a najlepiej jeszcze – bardzo dobrze. Oczywiście można sobie też wyobrazić sytuację, że jakaś grupa zapaleńców (albo nawet jeden taki) zrobi świetnie jakąś robotę nawet za półdarmo, bo śledzi sytuację w terenie od lat i ma połowę pracy gotową na starcie. Albo kolejna sytuacja: ktoś przytula sporą sumkę i liczy, że część roboty wykona cudzymi rękoma, nie płacąc za nią. Tworzy byle jakie wyniki –  w ramach źle pojętej oszczędności, na bazie wywiadów czy innych półproduktów, ale na pewno nie wg zaleceń metodycznych i oczekiwań, „bo i tak muszą to przyjąć” (jak w części zadań planu ochrony PNGS). Pamiętam też przykłady zleceniobiorców, przyjmujących prace za jakąś nierealnie niską kwotę, z których to prac musieli się za chwilę wycofać, gdy starli siły z wymogami. Generalnie jest w tym temacie dość kolorowo. Karolina, ornitolożka pracująca w Karkonoskim PN wyznała mi kiedyś, że jest wierna tezie, iż powinno się zrobić coś od czasu do czasu wyłącznie dla samej idei, dla pasji, przyrody, a co najważniejsze – dla siebie, dla zdrowia psychicznego i satysfakcji. Także wziąłem sobie to głęboko do serca. Czas nie jest z gumy, ale nigdy nie odmawiam redaktorom, gdy proszą o recenzję pracy (sami też zwykle pracują dla idei), czasem wymyślę sobie interesujące mnie badania, które opłacam z własnej kieszeni, jak te w Ekwadorze, dotyczące uszatki błotnej na Bagnach Biebrzańskich obecnie, czy w G. Stołowych kilka lat temu, gdy odmówiono mi finansowania badań nad sowami. Pewnie ornitolodzy z mojego pokolenia pamiętają, jak byliśmy na każde zawołanie, bo liczenie na rzece, obóz, akcja atlasowa… A kasa? Co to takiego? Ludzie parający się nauką w parkach narodowych obecnie nie dostają żadnych profitów za publikacje, więc samo pisanie prac też jest pro bono. Niestety już dwukrotnie słyszałem w mojej firmie od mało zorientowanych w przestrzeni przełożonych: „Pan tutaj pracuje dla siebie”. Widocznie, gdy masz pasję, to powinieneś dopłacać. Nie możesz lubić tego, co robisz. Używa swojej lunety, lornetki, aparatu, GPS, samochodu? Musi kombinator! W terenie robiłem badania dla wielu różnych zleceniodawców, od kilku prywatnych firm począwszy, przez OTOP, FWIE, SGGW a także wielu parków narodowych. Piękna nasza Polska cała. Faktem jest, że uwielbiam pracę w nowym terenie i cudownie jest, gdy dostaję za to godziwe pieniądze. Szlachetność w naszej branży wcale nie polega na pracy za darmo. Polega na tym, żeby być uczciwym, etycznym i przynajmniej od czasu do czasu zrobić coś dobrego dla samej idei. Taki jest mój horyzont.

 

Góry Stołowe 1997. Podzątek badań nad sóweczką. Potem w 1999 r. prowadziłem badania telemetryczne tą sową. Oba były pierwszymi w Polsce. 

Lasy Stobrawskie 2016. W gnieździe orlika. Pisklę na dole w tym samym momencie wyposażane było przez ornitologów w nadajnik satelitarny. Wspinaczka linowa otwiera przed nową przestrzeń, bezpieczną dla człowieka ale też dla drzew, kaleczonych tradycyjnymi metodami wspinaczki drzewnej

Wybrzeże 2017. Rower to cudowny pojazd. Ale nie wszędzie teren sprzyja temu, by go dosiąść. Kiedyś taszczyłem go na plecach wiele kilometrów wzdłuż Narewki w Białowieskim PN, po szlaku, który na mapie był. Jednak przyroda robiła przez lata wszystko, by człowiek po nim nie stąpał. Więcej o rowerze tutaj.

 Pieniny 2017. Kontrole terenu to nie zawsze ciągła pogoń i zdobywanie przestrzeni. Na szczęście. Czasem wymagają uważnej i wielogodzinnej obserwacji z punktu. To wtedy jest największa szansa na dostrzeżenie wyjątkowych zjawisk.

 Bieszczady 2020. Penetracja bieszczadzkich lasów to nie tylko wyzwanie fizyczne, ale i emocjonalne, gdy słyszysz pracujące piły i przechodzisz przez pierwotne lasy, których historia właśnie się kończy, a zaczyna etap sztucznych upraw

 Góry Stołowe 2014. Nasza aktywność dobowa w sezonie dziwnym trafem wpisuje się w aktywność głosową ptaków 🙂 Tu już lato, dobry czas na „napatrywanie” orlików, trzmielojadów, bocianów czarnych.

Beskid Żywiecki 2013. Szukamy zimorodków w ramach projektu ochrony ptaków w Karpatach Zachodnich dla FWIE

Kolejne zdobycze techniczne i umiejętności otwierają nowe przestrzenie badawcze (przy dziupli dzięcioła czarnego w G. Stołowych)